Pierwsze miejsce w Europie, drugie na świecie na jedynych na świecie mistrzostwach GTM engineeringu rozgrywanych na żywo. 32 miasta. Kompletne systemy GTM budowane w dwadzieścia minut, na scenie.
17 września 2025. San Francisco. Sala w SCULPT, pierwszej konferencji Claya.

Zegar, scena i zero slajdów
Clay Cup to pierwszy na świecie turniej go-to-market rozgrywany na żywo. Trzydzieści dwa miasta, jeden przedstawiciel z każdego, każdy niosący ze sobą swoją lokalną społeczność technologiczną.
Format jest brutalny w swojej prostocie. Dwóch zawodników, jeden złożony problem biznesowy, dwadzieścia do trzydziestu minut. Na żywo. Na scenie. Wszystko budowane w Clayu platformie, która ciągnie dane z ponad 130 źródeł i zamienia je w działającą automatyzację sprzedaży.
Żadnego przygotowanego demo. Żadnej drugiej próby. Otwierasz pustą tabelę i zaczynasz budować, a zegar tyka.
Ta dyscyplina ma już swoją nazwę. GTM engineering, po części techniczna, po części analityczna, po części komercyjna, a pod tym wszystkim strategiczna, bo łączenie danych nic nie znaczy bez kontekstu biznesowego, który mówi ci, które połączenia są warte zachodu.
Spinasz CRM, narzędzie do outboundu i kilka baz danych w jeden system, który stawia właściwą ofertę przed właściwą osobą, zanim okno się zamknie. Pięć lat temu ta rola prawie nie istniała. Dziś każda poważna firma B2B rekrutuje na to stanowisko, a Clay Cup jest jedynym miejscem na ziemi, gdzie musisz to zrobić na żywo, przed publicznością, przeciwko komuś równie dobremu.
.avif)
Pięć rund i jedna pusta tabela
Zaczęło się od lokalnych kwalifikacji. Wygrana w Polsce oznaczała reprezentowanie kraju i Warsaw Clay Community Club na globalnej scenie.
Pierwsze globalne wyzwanie. Zbudować działający workbook w dwadzieścia minut. Kompletny workflow, spersonalizowana kampania outboundowa, od zera. Nie ma czasu na myślenie, jest tylko czas na budowanie. Top 16 spośród 32 najostrzejszych umysłów GTM na świecie.
Runda szesnastu. Jeden na jednego przeciwko Berlinowi. Top 8.
Ćwierćfinał w Londynie. Jeden na jednego przeciwko Amsterdamowi, na żywo, na scenie, przed stupięćdziesięcioosobową publicznością i czwórką sędziów-ekspertów. Zadanie: zbudować GTM alpha w dwadzieścia minut. Pełna kampania outboundowa złożona z surowych danych GTM, łącząca wszystkie funkcje używane w poprzednich rundach w jeden działający system. Top 4.
Presja narastała z każdym etapem. Wczesne rundy to czyszczenie i analiza setek pogmatwanych rekordów pod presją czasu. Późniejsze - obrona logiki budowanego na żywo systemu przed sędziami, którzy dokładnie wiedzieli, gdzie się załamie.
Stojąc na tej scenie, czuło się, że sala jest głośna w bardzo konkretny sposób. Gdzieś w tym hałasie była cała polska społeczność Claya i ani przez moment nie czuliśmy się z tym sami.
Top 4. Cztery osoby z kilkudziesięciu krajów. Javeria z Pakistanu, Kushagra z Indii, Jake z Wielkiej Brytanii i my.
.avif)
Czego nie widać na streamie
Publiczność ogląda dwadzieścia minut budowania tabeli.
Za tymi dwudziestoma minutami stoi sześć do ośmiu godzin przygotowań z coachem. Przed każdym pojedynczym etapem. Każdy enrichment w Clayu. Każde źródło danych. Każdy możliwy output i każdy sposób, w jaki ten output się sypie, kiedy patrzy na ciebie kilkaset osób.
Oto lekcja, która przetrwała dłużej niż trofeum.
Pod presją nie stajesz się kreatywny. Odpalasz to, co wyćwiczyłeś w odruch.
Na scenie nie ma miejsca na „zastanówmy się, jak podejść do tego ICP". Jest miejsce na jedno. Rozpoznaj wzorzec, sięgnij po zagranie, które już wykonywałeś, wykonaj.
Outbound działa tak samo. Kampanii nie wygrywa się pomysłami. Wygrywa się je procesem, który możesz powtórzyć sto razy i sto razy dostać ten sam wynik. Cztery lata prowadzenia kampanii dla klientów okazały się lepszym przygotowaniem niż jakikolwiek kurs.
.avif)
Finał
Trzy miesiące wcześniej kliknęliśmy „aplikuj". Teraz byliśmy w San Francisco, na scenie konferencji Claya, o jedną rundę od tytułu - jako jedyna europejska ekipa, która została w grze.
Dwadzieścia minut. Pusta tabela. Panel sędziów, którzy budują takie systemy zawodowo, i sala, która widziała każde nasze naciśnięcie klawisza na ekranie za plecami.
Zbudowaliśmy. Zegar się skończył.
Drugie miejsce na świecie. Pierwsze w Europie.
Zasłużyliśmy na tę scenę. W każdej rundzie przed nią mierzyliśmy się z ludźmi, którzy robią to na najwyższym poziomie na świecie i każdą z nich przeszliśmy. To, co od czterech lat robimy dla klientów, broni się w starciu z najlepszymi na planecie.
Nikogo w tej sali nie obchodziło, że przyjechaliśmy z Polski. Geografia przestała mieć w tej branży znaczenie. Znaczenie ma to, co potrafisz zbudować w dwadzieścia minut, kiedy tyka zegar.

Co tak naprawdę wygraliśmy
Osiem miesięcy po finale:
- LinkedIn urósł z 2 000 do 10 500 obserwujących. Przed Cupem nie publikowaliśmy nic.
- 572 000 wyświetleń i ponad 20 000 interakcji, startując od zera.
- Średnia wartość kontraktu podwoiła się, napędzana nowymi usługami zbudowanymi wokół Claya.
Widoczność buduje rozpoznawalność. Rozpoznawalność wprowadza cię na sceny. Sceny kupują ci zaufanie na callu sprzedażowym, zanim otworzysz usta. Zaufanie skraca cykl i podnosi ticket. Śnieżna kula. Popychasz ją, a potem nią sterujesz.
Najtrwalszą rzeczą, z którą stamtąd wyszliśmy, jest USP, którego nikt nie skopiuje. Każdy może sklonować ofertę, cennik, stronę. Nikt nie sklonuje drugiego miejsca na świecie.

Trzy rzeczy, które zostały
- Kompetencja pod presją to jedyna kompetencja, która się liczy. Wszystko, czego nie zamieniłeś w odruch, znika w momencie, w którym ktoś włącza zegar. Prawdziwe na scenie w San Francisco. Prawdziwe dla kampanii, która ma dowieźć pipeline w drugim tygodniu.
- Social proof to dźwignia, nie trofeum. Sam wynik nie zmienia nic. To, co z nim zrobisz przez kolejnych osiem miesięcy, zmienia wszystko.
- Największe ruchy zaczynają się od „czemu nie". Połowa dobrych rzeczy, które zbudowałem, zaczęła się od tego, że pomyślałem „e tam, czemu nie" i coś kliknąłem.




